może wreszcie coś bardziej naukowego?

styczeń 2007, 19 (piątek)

Cóż… Jak to już gdzieniegdzie było pisane – tu jest trochę inny system studiowania…
- Kompletnie nie mogę się przyzwyczaić do takiej ilości wolnego czasu. ;]
Zarówno studenci, jak i wykładowcy, czy ewentualni adiunkci – mają mało czasu zorganizowanego zajęciami…

Jedna rzecz jest bardzo ważna – tu (podobnie jak u nas na wydziale) wykłady zaczynają się o *:15, trwają 45 minut i jest 15 minut przerwy (ew. np. dzisiaj – ćwiczenia były bez przerwy i skończyły się o 9:45) – przynajmniej nie muszę zmieniać przyzwyczajeń :D

Ja mam (jak na razie, bo potem nieco się to zmieni) zajęcia trzy razy w tygodniu:
wtorek 12-14 – wykład
środa 10-12 – wykład
piątek 8-10 – konwersatoria
- z Równiań różniczkowych cząstkowych – i to bedę miała przez cały semestr.
Owszem – mam jeszcze do przerobienia – samodzielnie – z ewentualną konsultacją z prowadzącym kurs – książkę “Elemantary number theory and it’s applications” (Kenneth H. Rosen)
- więc wypada doliczyć – powiedzmy 4 h, a reszta….
Na razie – czas wolny! – Więc czysto hobbystycznie chodzę jeszcze na wykład z Podstaw Topologii – ale ponieważ nie chodzę nań oficjalnie – odbywa się on po fińsku.
//wygląda on mniej więcej tak:
wlaśnie po fińsku... - tu trochę mniej widać - bo... tak czasem bywa ;-)

Z Partial Differential Equations (w skrócie PDE – i tego będę się trzymać //fińskie ODY) wykład prowadzi prof. Jukka Tuomela i… z tego co wiem (bo raz mi się zdarzyło na wykładzie nie być – przedwczoraj – bo zapisywałam się na wycieczkę do Laponii i… kolejka była za długa, żeby na wykład zdążyć… – ale na szczęście nie na tyle, żeby się nie zapisać) jak mnie nie ma – to wykład odbywa się po fińsku. Wykład zdecydowanie wygląda inaczej niż u nas – w końcu przecież i wykładowca wygląda zdecydowanie inaczej ;P Jak na razie mi się podoba… Dotychczas była klasyfikacja równań – podział na hiperboliczne, eliptyczne, paraboliczne i zdegenerowane, oraz zasada superpozycji (i oczywiście przykłady typowych zagadneń cząstkowych – jak równanie ciepła, czy struny drgającej). Wykładów było cztery, a ćwiczenia – pierwsze – dziś rano:
a właściwie tuż po... oba zdjęcia są kiepskie :/ z rozwiązaniami ćwiczeniowca!
No właśnie… Do ćwiczeń są wcześniej przygotowane zestawy (listę zestawów – wersji fińskich i wersji angielskich – można znaleźć tutaj) i perwszy zestaw wyglądał tak (co też widać i na zdjęciu).
Cóż… System zaliczania jest następujący: dwa egzaminy cząstkowe (każdy po 30 punktów) i możliwość dostania extra 10% na podstawie przygotowanych na zajęcia zestawów. Ćwiczenia prowadzi Samuli Piipponen i wyglądało to dzisiaj tak, że najpierw puścił listę, na którą trzeba było się wpisać i zaznaczyć, które zadania się przygotowało, a potem ochotnicy szli do tablicy i rozwiązywali zadania, zaś prowodzący od czasu do czasu wtrącał swoje komentarze i wytłumaczenia. Różnica zasadnicza jest taka, że dzięki wzajemnemu przygotowaniu – nie było żadnego problemu z wyrobieniem się z całym zestawem podczas zajęć. Dodatkowo każdy dostał od Samuli komplet jego własnych rozwiązań. (!) Co ciekawe – nie było żadnej weryfikacji czy wszyscy napisali prawdę – poważni ludzie poważnie podchodzą do sprawy i poważnie są traktowani…. - Gdyby było tak i u nas, a u nas… niestety, mamy problemy w zasadzie z każdym “poważnie” w powyższej wypowiedzi… :/

//z ciekawostek – po fińsku, gdy zapisuje się przedziały, to np. (-2; 2) (=przedział otwarty od -2 do 2) będzie zapisany: ]-2; 2[ (przedział domknięty - zwyczajnie: [-2;2]) – ciekawa notacja, ale bardzo mi się podoba – jest w końcu jak najbardziej spójna ;D

PS
Jeśli umieszczałam/umieszczam/będę umieszczała zdjęcia tablicy – to znaczy że na takich zajęciach byłam ;-)

A na koniec:
i rowery w tle... ;P hehe - zdjęcia robione z piętra...
- tak wygląda śnieg z wnętrza budynku w którym mieści się głowna biblioteka i główna stołówka
zaraz po wypożyczeniu ksiązki... ...postanowiłam ją przejrzeć... ...a w tle było słychać próbę jakiejś orkiestry klasycznej ;D
- a tak wyglądam ja czytająca świeżo wypozyczoną książkę o teorii liczb
//5 ostanich zdjęć zostało wykonanych 16 I 2007 r. ok. godz. 10:15…

BOWLING

styczeń 2007, 18 (czwartek)

heh – zakłócę swój własny plan postowania – bo… byłam dzisiaj wraz z moją Tutoring Group na kręglach, a ponieważ co niektórzy chcieliby mnie zobaczyć na zdjęciach (ponieważ podobno się stesknili ;>), to… o spotkaniu turystyczno-kulturoznawczym dla wszystkich incoming students (Welcoming Reception organised by the City of Joensuu and the Regional Council of North Karelia in Carelicum – czyli w takim muzeum), które było przedwczoraj – napiszę kiedyś później – może jutro? //i o wykładach – też musicie poczekać ;-)

No więc byłam dziś na kręglach… – pierwszy raz w życiu grałam w kręgle (!) i… było nawet fajnie (udało mi się raz strike’a zrobić! //czyli zbić wszystkie kręgle w jednym uderzeniu)
Byliśmy prawie całą naszą Tutoring Group:
Jatta – Finka
Janna – Niemka
Stefan – Szwajcar
Stephen – Kanadyjczyk
i ja…
//niestety nie było z nami Jo – Angielki – była na Finnish Friend Meeting – gdzie i ja bym była, gdzyby nie to, że się poznałam z Lucyną w sobotę, bo oni (rodzina Lucyny) nie mogli być dzisiaj na spotkaniu… (ja się owszem pojawiłam – przy okazji zjadłam darmowy podwieczorek :D , ale posiedziałam pół godziny rozmawiając z Merce – Hiszpanką, której fińska rodzina też napisała, że przepraszają, ale nie mogą być i umówili się na najbliższą sobotę – a potem poszłam na umówione kręgle ;D)

a właściwie, to już początek podejścia...- nawet zdjęcie w ruchu ;D- ale i tak wypadłam najgorzej :P
//Nie wiem co na to kręglowanie moje nadruchliwe nadgrastki (właśc. w tym przypadku tylko prawy), ale ja chętnie pójdę jeszcze raz.

PS
Co do warunków drogowo-pogodowych… bardzo ciekawym jest doświadczeniem jazda na rowerze, gdy ma się pełno śniegu między błotnikiem a oponą…. – ale chyba mój rower za tym nie przepada… (raz nawet nie chciał hamować jadąc z górki – i musiałam się potem wrócić, bo nie miałam szans na to żeby odbić w odpowiednim miejscu w prawo ;]) – na szczęście znalazłam dla niego bezpieczny i ciepły domek – coś takiego jak “wózkownia” na Balladyny ;D

osniezenie_1.jpg osniezenie_2.jpg rowerownia.jpg

wyprawa na obiad – 2 h…

styczeń 2007, 18 (czwartek)

Właśnie wróciłam z takiej wyprawy… :-)
Dziś zajęła prawiedokładnie 2 h, ale dziś napadało jeszcze więcej śniegu i (co widać w tle na porannych zdjęciach) ciągle pada :D – Kto chce ze mną ulepić bałwana?? ;>
tu jeszcze nie pada, ale widać ładne chmury... tu już widać, że pada... ...tu w tle bardzo widać jak pada
Przy okazji zasadniczo potwierdzam to, co pisałam o warunkach drogowych – odśnieża się regularnie, ale czasem warto wiedzieć, którą stronę chodnika wcześniej ;D – no bo nawet tu nie robią wszystkich chodników na raz ;-)

Ale, ale… Zasadniczo ten post traktuje o obiadku… Warunki tu są pod tym względem wyśmienite! Jadam w stołówce już drugi tydzień i jeszcze ani jedna potrwa się nie powtórzyła! Zawsze jest do wyboru posiłek wegetariański, coś z ryżem, coś z ziemniakami, coś bez jajek, coś mięsnego i (jak to ja mówię) “wersja cheap” (no i… wersja lux – nie można zapomnieć – czyli obiad, który po zniżce kosztuje np. 4,60 €, a przed zniżką ponad 6 €).
W sumie to zawsze są do wyboru dwa dania po 2,15 €, jedno (“cheap”) po 1,90 € i jedno lux…
ALE najlepsze jest to, że w cenę obiadu – oprócz dania głównego (tak – tu lunch jest jedno daniowy) chleb, napoje (szklanka wody + szklanka mleka albo jakiegoś np. pomarańczowego, napoju) i SURÓWKI… – w nieograniczonych ilościach…
Zorganizowane jest to tak, że idzie się wzdłuż “stoisk” z daniami głównymi i dochodzi do kasy.
Następnie można podejść do stołu sałatkowego… i tu: zawsze jest szeroki wybór – jeszcze nie trafiłam tak, żeby mi nic nie odpowiadało, a tym bardziej mnie to cieszy, że można nakładać sobie nawet kilka surówek (wśród których ja zawsze wybieram taką słodko-kwaśną).
Podczas całego procesu “zbierania obiadu” – wszystko nakłada się samemu (w przypadku niektórych rzeczy jest przyczepiona instrukcja – np. Placki szpinakowe – po 2. sztuki //oczywiście in English seka Suomi) – dzięki czemu nie marnuje się jedzenia i każdy może nałożyć dokładnie tyle ile potrzebuje.
- Rozwiązanie jest wspaniałe – szkoda, że u nas praktycznie nie ma szans na coś takiego…
tam są pojemniki z daniami ;D - to takie stoisko na środku... D

//and now my Tutoring group is set for bowling ;D – paps

O pogodzie i warunkach drogowych ;D

styczeń 2007, 18 (czwartek)

Cóż… Pogoda w Joensuu odbiega od pogody w Helsinkach, a tym bardziej od pogody w Polsce (-> Lublinie) U mnie jest śnieg – wrzeszcie kilka dni temu spadł – w różnych ilościach, ale jest. Co najważniejsze i najciekawsze – bynajmnniej nie zmienia to faktu, że prawie każdy jeździ na rowerze :D , a pod uczelnią jest po prostu pełno rowerów, czego chyba jednak nie udało mi się ładnie uchwycić na zdjęciach….
rowery.jpg rowerow-wiecej.jpg jeszcze-wiecej.jpg ...rośnie w okół nas...

Jest tak, że tutaj odśnieżane jest bardzo regularnie i to niemalże wszędzie (nawet na dróżkach przez park) – choć może nie wszędzie na raz ;-) Drogi (a raczej chodniki – bo drogi są rozjeżdżane i widać asfalt w śnieżnych koleinach) są regularnie posypywane “piaskiem” (ale bez soli!!! oni tu nie solą chodników – co uważam za rzecz bardzo pozytywną – my robimy wielki błąd używając soli!), a właściwie nie tyle piaskiem, co żwirem (jak już pisał zresztą Rafał) i pilnują tego bardzo regularnie. Owszem – efekt jest taki, że gdy śnieg się rozpuści – to na suchych chodnikach – jest mnóstwo małych kamyczków, które wchodzą w rowki w podeszwach… ale… system uważam za bardzo skuteczny. :-)
Ogólnie na drogach i chodnikach jest tu bezpiecznie (chyba że trafi się teki wariat rowerowy jak ja :P – no dobra żartuję – nie szarżuję, bo nie ma ku temu warunków). Stosowane są takie ograniczenia prędkości, że przeciętny polak, to by się chyba poćwiartował:
w zimie – poza miastem 80 km/h
w mieście – zależy od kawałka miasta 40 km/h, 30 km/h (rzadko, ale – 50 km/h)
i co najważniejsze – oni tu tak rzeczywiście jeżdżą! :]
Ponadto w większości przypadków, gdy widzą pieszego lub rowerzystę zbliżających się do przejścia – to przystają i czekają aż przejdzie (nawet raz mi się tak nawet zdarzyło, gdy stałam na wysepce na środku ulicy – na czerwonym – a kobieta tak na mnie dziwnie patrzyła, że nie idę!). Też ciekawą rzeczą jest to, że prawie wszyscy mają podopinane do kurtek odblaski – i nawet na kursie orientacyjnym była o tym mowa, żeby sobie kupić i przypiąć (hehe – ja znalazłam na ulicy – komuś musiał się odczepić…).
W sumie, to całkiem ciekawie się tu jeździ na rowerze – po tym śniegu z kamyczkami. Pojawia się tylko problem w niektórych miejscach – zwłaszcza… na moście:
WIEJE… – w ogóle w Joensuu momentami i miejscami – to nawet BARDZO WIEJE, a na moście – wiatr boczny jest niesamowicie uciążliwy i zdecydowanie spowalnia i utrudnia jazdę (chodzenie też!)
NO ALE JEST JEDNA SPRAWA, KÓTRA ZDECYDOWNIE NIE JEST TAKA RÓŻOWA:
- była o tym nawet mowa na kursie orientacyjnym: jeśli macie rower – kupcie porządną kłódkę – bo niestety mamy tu jeden problem: nie wiemy jak to rozwwiązać – u nas kradną rowery…

Na pocieszenie – kilka widoków z mostu – na rzekę pokrytą śniegiem:
rzeka1.jpg tu niestety nieco mniej wyraźnie - zawiało :P oj bardzo...

Dostałam dzisiaj list…

styczeń 2007, 17 (środa)

Taki miał być tytuł poniedziałkowego posta, który z takich, czy innych przyczyn nie doszedł do skutku, ale… dzisiaj też dostałam list – to już drugi – dziękuję bardzo! (wszystkie listy tutaj docierają w całości ;D)

Tak się złożyło, że pod tym względem zarówno poniedziałek jak i dzisiaj są podobne – bo zarówno dziś, jak i w poniedziałek – to ja byłam pierwszą osobą, która była w przedpokoju po wizycie listonosza. – Tutaj jest tak, jak na niektórych filmach, że w drzwiach są takie specjalne “dziury” do wrzucania przez nie listów, czy reklamówek :-)
drzwi-do-segmentu.jpg zblizenie-wrzutu.jpg widok-od-wewnatrz.jpg
W poniedziałek też odebrałam maila od rodziców… Lubię dostawać maile i listy = lubię czytać, ale… NIE LUBIĘ PISAĆ – dla tych, którzy zdążyli już zapomnieć: jestem niepiśmienna i wcale w tej materii nic sie nie zmieniło – dalej z wielkim trudem przychodzi mi napisanie czegokolwiek – i jak jeszcze pisanie bloga – ze względu na fakt, że mogę sobie w ten sposób oszczędzić pisania wielu maili – jakoś jeszcze mi wychodzi, to… nie spodziewajcie się, że oprócz tego będę z przyjemnością odpisywała na wszystkie maile… Owszem – czytam je w miarę na bieżąco (sprawdzam poczte nie żadziej niż raz na 36 godzin), ale nie chce mi się na nie niestety odpowiadać – dlatego – jeśli macie jakieś pytania – to po prostu zadawajcie je tutaj – w komentarzach – w tem sposób macie największe szanse na szybką odpowiedź (nawet mogę zmieniać moje zamysły – jak w przypadku karlajanpiirakka – jeśli chodzi o pisanie o czymś i napisać wcześniej – bo staram się jednak na bieżąco odpowiadac na blogu – w ten sposób odpowiadam wszystkim jednocześnie) :-)

W poniedziałek byłam też na spacerze (a właściwie – przejażdżce rowerowej – bo nawet najmniejsze odległości pokonuję rowerowo) i miałam okazję zobaczyć z bliska ten kościół, co go z mostu widać:
kosciol_1.jpg kosciol_2.jpg kosciol_3.jpg

no i znalazłam też cos takiego (jak widać tu się wcześnie ciemno robi):
cos.jpg

Na razie – tyle o warunkach drogowo-pogodowych – może nieco później ;-)

ech, ech, ech…

styczeń 2007, 17 (środa)

Zwykle odpisuję na komentarze – komentarzami, a tym razem napiszę posta:

Powoli zaczyna mi przechodzić, więc…
- Tu jest coś takiego, jak zapisz bez publlikowania, ale… czy ktokolwiek pisząc np. dokument w wordzie – spodziewa się, że za moment mu się zresetuje komputer? ;> – NIE… – tak i ja bymnajmniej nie zamierzałam kliknąć tego X na karcie… – tylko przeskakując – programu do obróbki zdjęć – na zakładkę w przeglądarce – zrobiłam to na tyle niedokładnie, że kliknęłm X… :]
Poza tym, nie każdy “przyssany” do kompa informatyk siedzi przy nim tylko dlatego, że lubi… – Znam nie jednego takiego, który mówi: “nie przejmuj się kredka – ja też nie lubię komputerów… – ale jak mus, to mus… ;]”, a poza tym… nie wiemy, co dla innych ludzi jest lepsze, więc nie próbujmy zbyt pochopnie oceniać ich decyzji. – Nie raz bywa tak, że z naszej perspektywy czyjeś zachowanie było bez sensu, a decyzja nie wałściwa, a potem okazuje się nagle, że… dla jego życia było to najlepszym, co można było zrobić (no i… jest nam głupio ;]).
Ja już dzisiaj widzę, że dobrze, że niektórzy nie byli na sylwku… – bo zwyczajnie: nie był to ich czas.
No ale cóż… – ja muszę lecieć na wykład – może uda mis ię wreszcie napisać o języku fińskim, pogodzie, czy okolicy i tutejszych warunkach drogowych, jak wrócę, a na razie wam zostawiam… Widok z mojego okna z samego rana (to wcale nie jest wschód słońca! …ale nie wiem co jest za lasem, żeby dawało taką łunę)
2007-01-16_08_08_48.jpg 2007-01-16_08_06_07.jpg

PS
A profesor do którego jadę na wykład – nazywa się Jukka Tuomela (mężczyzna – tu męskie imiona też kończą się na a…) i nie wiem, czy ma coś wspólnego z Helsinkami. ;D

buuuu

styczeń 2007, 15 (poniedziałek)

nie napiszę dzisiaj nic – bo mam dosyć komputera! o!
- bo mi się palce plączą i same zamykają okienka… o!
- i zdjęć dzisiaj też nie będzie! o!
//i nic nie będzie…
- tylko… plany budowy druk ;]

= nie wiem kiedy coś będzie – JA MUSZĘ ODPOCZĄĆ – bo tylko przerabiam zdjęcia i posty piszę… a przecież JA JESTEM NIEPIŚMIENNA (to tak na wypadek gdybycie pozapominali ;]) – dziś starsznie ciężko i źle mi się pisało – aż nagle przechodząc między okienkami programu do obróbki zdjęć (zmniejszam objętości – bo gdybym wrzucała w orginalnej rozdzielczości, to nie wiem ile by się ladowało) i przeglądarki – kliknął mi się X i zamknął się, w pocie czoła tworzony przez oststnie kilka godzin, post… buuuuu….

Właśnie wróciłam z… PRZEJAŻDŻKI ROWERROWEJ ;D

styczeń 2007, 15 (poniedziałek)

heh – przesiedziałam dziś cały dzień przed komputerem – ani razu nawet nie wychodząc na dwór – wrzucając zdjęcia na bloga… – no i mnie przybiło do tego stopnia, że o godzinie 23:40 podjęłam decyzję: idę na rower! – Jakież było moje zaskoczenie, kiedy po wyjrzeniu za okno zobaczyłam, że… PADA ŚNIEG!!! – A ja przez te foty nawet nie zauważyłam kiedy zaczął!
Więc jeszcze szybciej ubrałam się i skoczyłam na małą przejażdżkę rowerową ;-)
- Pogoda jest wysmienita! i…. może ulepię bałwana? ;> :D

100_2874_2.jpg 100_2879_2.jpg 100_2878_2.jpg 100_2876_2.jpg 100_2882_2.jpg 100_2883_2.jpg

chyba już mi wystarczy…

styczeń 2007, 14 (niedziela)

… SPANIA ;D
Właśnie wstałam i naklikałam posta – pamiętajcie – u mnie jest godzinę później ;P
…ale przynajmniej odespałam zaległości i mogę spokojnie conieco pisać :-)
Z tym spaniem to jest tak – że trochę trudno jest się przyzwyczaić – bo robi się cienmo bardzo wcześniej i… potem nie czuć jak czas ucieka – bo jest tak samo jednostajnie ciemno nawet przed 17 jak o północy…
Wczoraj pisaliśmy test z fińskiego – i tu uwaga – zwłaszcza do Ciebie Rafał, ale i nie tylko…:
jak można zobaczyć w Orientation Progremme Spring 2007 mieliśmy cały Introduktory Course of Finnish:
2 x 45 minut – Poniedziałek
2 x 45 minut – Wtorek
3 x 45 minut – Czwartek
4 x 45 minut – Piątek
no i (tu zaszła zmiana plnanów – nie od 10, tylko od 8) 2 x 45 minut – Sobota + EGZAM…
- 13 x 45 minut, więc było z czego pisać – zamy podstawowe pojęcia, pytania (umiemy też tworzyć pytania), jedzenie, narodowości, liczenie (wcześniej umiałam tylko 1 – 10, a teraz umiem 1 – 999 999), godziny, a nawet odmieniać czasowniki! – niekoniecznie musze wiedzieć co oznacza, ale będę umiała poprawnie odmienić! ;]
Więc o 10:03 zaczęłam pisać sprawdzian i machnęłam go w 20 minut, żeby pomknąć na mszę :D

ten stolik robił za ołtarz ;D

Rzeczywiście – ksiądz Polak – w Finlandii od roku – bardzo sympatyczny (sercanin) i rzeczowy – cieszę się, że mogłam pójść do spowiedzi :-) no i potem Eucharystia…
Podczas PREISTOCZENIA poczułam i zrozumiałam, że… TEGO bedzie mi tu brakowało najbardziej… Chrystusa w postaci substancjalnej – w postaci CIAŁA i KRWII…
- Cieszę się, że choć raz na miesiąc będzie taka możliwość… – i to już nie ma znaczenia, że msza odbywa się w świątyni prawosławnej, że jest w całości po fińsku… – ważne, że mogę przystąpić do komunii świętej… – już się nie mogę doczekać na 10 II….
Poznałam też Lucynę – moja bardzo sympatyczna “fińska mama” – zgodnie z założeniami Finnish Friend Programme, Karolinę i kilku innch polaków – no i siostrę urszulankę (też z polski ;-) ) – która przyjechała razem z księdzem i prowadziła katechezę dla dzieci – po mszy :-)
W ogóle na mszy główne dwa trzony stanowili Polacy i.. Koreańczycy? – tak jakoś na koreańczyków przynajmniej wyglądali. Była też Francuzka i… dziewczyna z Czech – która nawet ze mną chodziła do tej samej grupy na fiński! no i kilka innych osób.
Potem pojachałam szczęśliwa do siebie, zjadłam taką tutejszą specjalność – KARJALANPIIRAKKA i zaczęłam wrzucać zdjęcia na bloga… – no i tak się zeszło do nocy… i nadal nie skończyłam…
- Mam nadzieję – dziś mi się już uda dokończyć – więc… Do dzieła!

"nadzienie" jest ryżowe, a ciasto pszenno-żytnie?

yesterday…

styczeń 2007, 13 (sobota)

//jeszcze nie doszłam ze zdjęciami do wczoraj, ale… – nie szkodzi ;D – zrobię to jutro a na razie zapraszam, do przejrzenia uzupełnień (rónież do postów z zeszłego roku!)

Wczoraj działo się dużo i bardzo niewiele…
Więc zacznę od początku…
Wstałam rano i pomknełam na kurs fińskiego, ale zanim wyszłam – przekonałam się, że… nieznajomość fińskiego w Finlandii… – może być troszkę uciążliwa:
Tydzień temu robiłam zakupy i kupiłam dwa jogurty (tak mi się zdawało – owszem – co do drugiego – nie byłam przekonana, ale… “- najwyżej się okaże, że to jagodowa maślanka” ;])

nie wiem czemu tak mi się wydawało...

No i wczoraj rano otwieram tę niby maślankę na śniadanie i… okazuje się, że… to jest SOS JAGODOWY nie mający NIC WSPÓLNEGO Z MLEKIEM ;] – więc jadłam na śniadanie musli z sosem jagodowym… – nadal nie mogę się sobie nadziwić jak mogło mi przyjść do głowy, że to maślanka, ale co tam – są zolni i zdolniejsi :]

... chyba tylko dlatego, że u nas nie ma w sprzedaży takich sosów jagodowych ;]

Następnie dotarłam na uczelnię i miałam fiński od 9 do 11 (tu przerwa na lunch – cóż… oni tak wcześnie jadają obiadki…) i potem znów fiński – od 12 do 14…
Podczas lunchu siedziałam i rozmawiałam z lektorką – no i powiedziałam jej, że w sobotę – ja wiem, że mamy mieć test, ale… ja będę musiała się zerwać, bo tu w Joensuu będzie katolicka msza święta – a to jest niestety tylko raz na miesiąc i nie mogę sobie pozwolić na odpuszczenie sobie… Zostałam całkowicie zrozumiana i natychmiast wypytana, czy wiem gdzie, no i o której musze wyjść, żeby zdążyć – a nastepnie poinformowana, że w takim razie – zaczniemy pisać test wcześniej – o 10:00 – żebym miała szanse zdążyć! – wspaniale :D (Univesity of Joensuu IS flexible! – fortunately)
Po zajęciach (o 14:15) spotkałam się z Alfonso – gostkiem (hiszpanem studiującym już jakiś czas w Joensuu), który sprzedaje używane rowery i KUPIŁAM WRESZCIE ROWER!

chyba trochę prześwietliłam, ale cóż... ;-) też nieco prześwietlona, ale bardzo wygodna ;D nawet widać przerzutki ;P WRESZCIE MAM NA CZYM JEŹDZIĆ ;D

- Jest FANTASTYCZNY! (może nie w idealnych kolorach, ale… już się zaczęłam zastanawiać jak to zrobić, żeby go jednak przywieźć do domu…)

jakiś rodzaj oliwy/smaru/oleju?
Zostało mi kupić jakieś coś do nasmarowania łańcucha i pojechałam do “domku;-)
//ale po drodze zrobiłam jeszcze zakupy żywnościowe i kupiłam dwa – tym razem z pewnością dwa – jogurty…

Zasadniczo z wczoraj to tyle… serdecznie zapraszam wszystkich na stronę Rafała Zarajczyka – mojego kolegi jeszcze z czasów licealnych, który studiuje informatykę na MaFiI UMCS i jest na Erasmusie “niedaleko” mnie – czyli jedyne 482 km pociągiem – w Helsinkach:
http://rzarajczyk.skni.umcs.lublin.pl/renifer/
//warto tu zaglądać chociażby dlatego, że Rafał ma zupelnie inne podejście do bloga i… pisze rzeczy, których czasem u mnie chyba brakuje…