dzisiaj NIE pozmywam!
luty 2007, 3 (sobota)
Rano jak zeszłam do kuchni po jogurcik na śniadanie, to zobaczyłam… to:
i po prostu stanęłam jak wryta – w ciężkim szoku… – bo to co zobaczyłam – przeszło moje najśmielsze fantazje o zmywaniu!
Ja mam w zwyczaju zmywać po sobie i lubię zmywać… Owszem – robię to po swojemu i w sobie właściwej kolejności, czy przedziałach ilościowo-czasowych, więc czasem troszkę mi się nazbiera, ale zmywam regularnie, a swoje brudne naczynka trzymam w pokoju, żeby dla nikogo nie były problemem, czy uciążliwością. Nie raz mi się zdarzyło, że przy okazji zmywania moich naczyń – pozmywałam rondelek, 2 talerzyki, miseczkę, 3 szklanki/kubki, 2 widelce i 4 noże… – tak przy okazji – czekając np. na gotujące się właśnie jajka… Ostatnio jednak nasza społeczna kuchnia wyglądała na coaz bardziej zaniedbaną… Już kilka dni temu zlew wyglądał tak:

Ale to chyba któraś z dziewczyn po prostu nie zdążyła jeszccze pozmywać, bo np. w swoim pokoju jadła kawałek obiadu… gdyż niecałe dwie godziny póżniej było już pozmywane.
Teraz jest godzina 17* i nadal nie jest pozmywane… :/ Owszem – w między czasie Tula sprzątała i odkurzyła kuchnię, ale… to nie była jej sprawka, więc czemu miałaby zmywać!
Miał u mnie być na weekend Rafał – bo Agnieszka z Chisterem wybierali się do Joensuu i przy okazji mając wolne miejsce w samochodzie – mieli go ze sobą zabrać z Helsinek – niestety po przejechaniu 100 km samochód stanął – no i wrócili na to konto do domu… Jak tak patrzę na ten zlew, to sobie myślę, że dobrze, że Rafał nie przyjechał, bo bym się chyba spaliła ze wsytdu
//przy okazji pozdrawiam Agnieszkę, Christera i Rafała – tak poważnie – to szkoda, że nie wyszło…
Tak jakoś wyszło, że ten tydzień miałam taki jakby… kiepściejszy… nic wybitnie wielkiego się nie działo, ale… nie miałam jakoś też humoru – cóż – raz na jakiś czas tak bywa, że człowiekowi jakby nie chce się wstawać, ubierać i robić czegokolwiek… hmm – na szczęście u mnie w miarę szybko przechodzi i dziś już jest znacznie lepiej
Ale na to konto nie badzo mam o czym tu pisać
, tak więc dorzucę jeszcze kilka fotek z mojego okna i… skończę męczyć tego posta ;]

*jest godzina 20:07 – ilość naczyń w zlewie znacznie się zmniejszyła!
ale przecież zlew nie może stać pusty
przypomina trochę zlew zemborzycki
O! A czemu zalew?
a to na przykład z powodu podobnej zawartości.
hehe – rzeczywiście
– że też nie wpadłam na to wcześniej
Stan zlewu nie byl taki zły…gorsze sie widywało.
A co do widoku z okna to tchnie świeżością, surowością i zdrowym powietrzem…:-)
Pozdrawiam Cię serdecznie! Pokój i dobro!
Kochana, w wigilię Twoich Imienin składam Ci w imieniu wszystkich “rzeszowiaków” najserdeczniejsze życzenia: opieki Twojej Patronki, niech Cię również Bóg ma w swojej opiece, (bo myślę, że tej opieki Ci potrzeba), na codzień dużo radości, szczęścia w różnych działaniach, dobrego towarzystwa, ciepła w dosłownym sensie i w przenośni, powodzenia w nauce no i przede wszystkim zdrowia. Resztę życzeń dopisz sobie sama, a my popieramy prośbę o ich spełnienie. “Kwiatek imieninowy” frunie do Ciebie (może nie zamarznie, u nas znów ciepło).
Babcia Zosia.
Kochana Dorotko
W diu twoich imienin pragniemy Ci złożyć najserdeczniejsze życzenia – opieki Bożej w nowym miejscu i nowych warunkach, wytrwałości w realizacji marzeń, codziennego uśmiechu, no i wogóle i w szczególe samego dobra, a Twoja Patronka niechaj zawsze Cię wspiera i pilnuje. Słodke buziaczki od nas wszystkich.
EFBeKi
p.s.
prezentów materialnych jakoś jeszcze tą drogą nie idzie przesłać, ale jak to mówią starożytni indianie – co się odwlecze to nie uciecze (chyba, że Ty sama o tym zapomnisz)?!?
Pa
wszystkiego najlepszego z okazji imienin, mam nadzieje ze bedzie ci sie tam wszystko dobrze układało i wrócisz do nas cała, zdrowa, zadowolona i z pelnym plecakiem nowych pozytywnych doświadczeń….
buziaki
pozdro
pa