tygrysi powrót ;-)

kwiecień 2007, 18 (środa)

Z racji tego, że już prawie tydzień minął, a ja nic tu nowego nie napisałam… – Chyba się wreszcie zmobilizuję do kliknięcia jakiegoś małego posta, choć nie bardzo mam temat :P

A tak poważnie, to… Pamiętacie jeszcze mojego tygrysa? – Był taki na zdjęciach zaraz po przyjeździe do Joensuu… – Mój tygrys: jedyna niezawodna i niemalże nie zastąpiona poduszka prawie ergonomiczna ;-) Mój tygrys… jak chyba już wiadomo – podróżuje ze mną wszędzie, bo bez niego żyć nie mogę ;P (właśc. żyć mogę, ale spać – oj to już ciężko :]). Jest więc rzeczą oczywistą, że tygrys pojechał wraz ze mną na święta do Lublina. Cóż… był nieostrożny i nie pilnował się, bo schował się gdzieś w łóżku i na to konto…. ZAPOMNIAŁAM GO (o tej piątej rano – po kolejnej krótkiej nocy) zabrać ze sobą… Niestety jak się zorientowałam – było minimalnie za późno (zwłaszcza biorąc pod uwagę wczesność godzin porannych, w realiach których osadzona jest cała akcja…). No cóż… ja bez tygrysa… może jakoś jednak wytrzymam – w końcu jestem już dużą dziewczynką, ale… NIE WYOBRAŻAM SOBIE podróży do domu w autobusie bez tygrysa! – Jak się tylko zrobiło nieco później – dopóki byłam jeszcze w kraju – zaczęłam akcję ratunkową ;-) //przy okazji przypomniało mi się, że tygrys jak tygrys, ale zapomniałam też karty bankomatowej – a z tym gorze, bo… nie miałabym dostępu do żadnych funduszy… (na szczęście karta jest mała i łatwo się mieści w zwykłej kopercie bombelkowej, a że poczta szybko dociera, to kartę miałam zaraz następnego dnia po powrocie :D

A co z tygrysem? – Nie miałam ochoty go męczyć pocztą, a ponieważ na święta byli też w Lublinie Agnieszka z Christerem i wyruszali do Helsinek dzień później niż my, to zadzwoniłam do nich, żeby zabrali mojego tygrysa… Tak więc Tata od razu im go podrzucił i już byłam szczęsiliwa, bo może nie będę miała tygrysa w Joensuu, ale wracać będę przez Helsinki, więc na podróż autobusem go odzyskam.

Jednakże mój tygrys niesforny był bardzo… Otóż schował się gdzieś i Agnieszka z Christerem też go zapomnieli… – Skończyło się na tym, że Rodzice Agnieszki (którym z tego miejsca bardzo dziękuję) zapakowali go w paczkę i jednak wysłali pocztą… – Głupi tygrys był, skoro wolał pocztę od podróży samochodem – teraz już mam nadzieję nauczył się tego raz na zawsze, ale cóż…
- Czekałam na paczkę z niecierpliwością i niepokojem, by wreszcie wczoraj dostałć coś w rodzaju awizo, po czym poszłam na pocztę i odzyskałam wreszcie mojego tygrysa… – Trochę mu się nadwyrężył przy pakowaniu jego kręgosłup (nie)moralny, ale poćwiczyliśmy (ja moje ćwiczonka na kręgosłup, on jakieś swoje) i wszystko wróciło do normy.

- To chyba tyle. //cały post o takiej małej głupocie ;] – zdolna jestem :P

- Pozdrawiam wszystkich, zwłaszcza tych, którzy się jeszcze boczą za ten prima aprilis i święta wilekanocne…
- Do przeczytania znowu za jakiś (nie wiem jaki ;-) ) czas!

Odpowiedzi: 3 do “tygrysi powrót ;-)”

  1. hmm powiedział/a

    Ja się nie boczę ;-)

  2. mkarcz powiedział/a

    “tygrys w garść i śpię!”
    – a ja sądziłem, że to pewnie jakieś regionalne powiedzonko… ^^

    Swoją drogą, gdzież te nasze bardzo-późno-wieczorne pogaduchy gg z zeszłej wiosny… ;)

  3. rodion powiedział/a

    Też się nie boczę. To było bardzo miłe świąteczne spotkanie. Tygrysowi życzę Prosiaczka.

Dodaj komentarz