nawet nie wiedziałam, że mam górski rower! ;]
maj 2007, 20 (niedziela)
No więc mam gościa!
- Przedwczoraj przyjechał do mnie z Helsinek Rafał i wspólnie zwiedzmy Joensuu wraz z okolicami.
W piątek przeciądgnęłam go przez ~22 km spacer po samym Joensuu (on szedł na piechotę, a ja się ślimaczyłam na rowerze ;P ), potem byliśmy na grillu-ognisku pożegnalnym i wróciliśmy już na rowerach (bo niedaleko Utransaari, czyli wyspy będącej miejscem grillowania, odebraliśmy umówiony wcześniej rower – dla Rafała na te dwa dni) robiąc już tylko 11 km…
Następnego dnia (czyli wczoraj) wstaliśmy ok. 9, zjedliśmy śniadanie, zrobiliśmy kanapki, podnieśliśmy siodełko w Rafała rowerze i razem z moim znajomym Czechem (Martinem) pojechaliśmy na wycieczkę rowerową po okolicach Joensuu… Dopóki jechaliśmy po miejskich ścieżkach rowoerowych – nie było nic szczególnego, ale jak wjechaliśmy w las, to się zaczęło… ;] Widoki były całkiem ładne, ale ścieżka przez las… nie do końca była dobrze oznakowana (a nawet na jednym odcinku – była bardzo kiepsko oznakowana i śmy trochę pobłądzili po lesie), a ponadto… JA MAM KOLARZÓWKĘ, a nie rower górski (!) …i momentami się tylko zastanawiałam (twardo jadąc na moim kochanym rowerze) kiedy stracę koła
– i czy to będzie ja jakimś kamieniu, czy może o jakiś korzeń zachaczę… Owszem na trasie która podobno miała ok. 45 km były również odcinki, gdzie mogłam (trochę niegrzecznie) odstawić chłopaków i się rozpędzić, do mnie właściwego sposobu jazdy, ale się przekonałam, że rower jest na tyle dobry, że sprawdził się nawet w takich warunkach bojowych! ![]()
//Wracaliśmy przez Lehmo i to dosłownie koło domu Lucyny, więc wstąpiliśmy na moment umyć ręce (bo na tych różnych wybojach… – nawet Rafałowi spadł łańcuch…), po czym dotarliśmy na Karjamäentie i zmęczeni zjedliśmy kolację, pogadaliśmy trochę no i poszliśmy spać.
Dziś już jesteśmy po krótkiej przejażdżce rowerowej dookoła lasu z za mojego okna, a teraz kończę i zmykam, bo jesteśmy umówieni z takim Finem na wyjazd do Koli.