cóż… chyba w końcu wróciłam na dobre…
czerwiec 2007, 16 (sobota)
Obiecałam, że będzie jeszcze jeden wpis i najwyższa pora go wreszcie napisać…
Wróciłam do Lublina – nie jest mi łatwo tutaj znowu funkcjonować… zmieniłam się i to sporo więc na samym początku przerażało mnie tutejsze tempo życia… Ledwie przyjechałam i już miałam 4 propozycje udzielania korepetycji, przez ponad dwa tygodnie nie miałam kiedy do końca rozpakować walizki, ani tym bardziej zrobić porządku w pokoju… Dziś minął trzeci tydzień odkąd wjechałam do kraju i już w pełni czuję, że wróciłam.
– Od czwartku nosi mnie na kiełbasę i Mama się śmieje, że to oznacza, iż w 100% mieszkam w domu, bo pozwalam sobie mieć ochotę na to co lubię i nie zastanawiam się nad różnymi rzeczami. Sończyłam również rozpakowywać walizkę i nawet uprałam (dzisiaj) mojego Tiggera!
Owszem – w ciągu ostatniego tygodnia dwa razy zeszło mi podczas jazdy powietrze w tylnym kole (dwa razy powodem był klasyczny “snake bite” spowodowany zbyt dużą prędkością podczas wjeżdżania na krawężnik
) ale podczas tych trzech tygodni z Tatą zrobiliśmy przegląd mojego “fińskiego” roweru. //- Tak – udało mi się przywieźć rower!
Owszem nie było to najprostsze i musiałam nieźle namawiać rosyjsko-języcznego kierowcę w Tallinnie (a przecież ja nie umiem rosyjskiego!), ale jakoś się udało i dowiózł mój rower do Rygi, gdzie przesiadłam się do polskiego autobusu (i tu już nie było żadnych problemów – należało jedynie uiścić opłatę 5 € za nadbagaż) i szczęśliwie dojechałam do Warszawy, gdzie czekał na mnie… hmm… Mój Ukochany :*
Przez te 3 tygodnie wiele się dzieje, ale ja… nadal jestem spokojniejsza i wolniejsza – do tego stopnia, że idąc spacerem ze znajomymi muszę spowalniać ludzi, którzy zwykle nie nadążali za mną! – Zmieniłam się na dobre i na stałe… i jestem z tym szczęśliwa!
Jak to powiedziała moja przyjaciółka “SOCRATES/Eramus, to program dla kujonów, którzy zapomnili o tym, że trzeba żyć – aby im otworzyć oczy i o tym przypomnieć”, a ja mogę dodać swoje “SOSRATES/Erasmus to taki program dla zabieganych studentów-pracocholików, aby im przypomnieć, że można żyć nie w biegu i mimo tego na wszystko mieć czas”… Dlatego jeśli macie wrażenie, że gdzieś zgubiliście życie i już tylko siłą rozpędu kręcicie się niczym trybik w szalonej maszynie wyścigu szczurów, to korzystajcie z tej wielkiej szansy jaką jest taki wyjazd, a z pewnością i wy odkryjecie to coś, co zagubiliście w swoim życiu. //no i dzielcie się swoimi wrażeniami z innymi, bo razem możemy więcej…