EASTER

kwiecień 2007, 4 (środa)

Ponieważ dziś jest ostatni dzień zajęć przed świętami, więc korzystając z dostępu do komputera (z którym może być ciężko w święta) pragnę już dziś złożyć wszystkim czyającym (i tylko przeglądającym) mojego bloga najserdeczniejsze życzenia…

Niech ten czas pomoże nam wszystkim wytrwale nieść krzyż naszego życia, byśmy widząc, że po męce krzyżowej i śmierci jest zmartwychwstanie mieli siłę i odwagę przezwycięzać nasze upadki w drodze do świętości!

- Niech nas Bóg błogosławi i broni od zła wszekiego!

//Do przeczytania po świętach!

śnieg!

kwiecień 2007, 4 (środa)

Wczoraj w Joensuu zaczął padać śnieg!
- Nie jakoś wybitnie obficie, ale za to systematycznie… – Już wczoraj trawniki pokryły się na nowo warstwą białego puchu, a ponieważ małe płatki padały również przez znaczną część nocy, to dziś rano i ulice okazały się pokryte warstwą bieli! :D
- Nie było śniegu na Boże Narodzenie, to zgodnie z wszelkimi prawami natury (:P) musi być na Wielkanoc! ;-) :D

- Nastraja mnie to bardzo pozytywnie, choć nie jest w stanie przebić pewnych trudności, które (może nie bezpośrednio, ale jednak) mnie dotykają… Ze względu na dyskrecję nie moge powiedzieć o co chodzi, ale wczoraj działy się pewne bardzo trudne rzeczy… Wierzę, że nie bez powodu Bóg daje krzyż właśnie w wielkim tygodniu, by pokazać, że po śmierci jest zmartwychwstanie, ale… – Jak to krzyż – ciężki jest… Dlatego proszę wszystkich o modlitwę o wiarę i zaufanie Woli Bożej…

//Mój najmłodszy z moich młodszych braci – Kochany Piotruś (a właść. Piotr) obchodzi dziś ósme urodziny… – Wszystkiego najlepszego Piotrze! :*

Akismet…

kwiecień 2007, 2 (poniedziałek)

Coraz więcej komentarzy i osób pada ofiarą odgórnie zainstalowanego na blogach WordPress filtru antyspamowego…

Na stronie głównej zarządzania blogiem znajduje się informacja:

Spam

Liczba spamowych komentarzy, przed którymi Akismet ochronił twoją stronę: 36.

Zaś jak się kliknie na zakładkę komentarze, to zwykle w zakładce
Spam z Akismet (0) występuje właśnie 0 (gdzie liczba w nawiasie oznacza liczbę aktualnie złapanych komentarzy…), co oznacza, że nie ma żadnych komentarzy do odzyskania… Ponadto po kliknięciu na tę zakładkę pojawia się informacja:

Przechwycony spam

Akismet wykrył 36 spamów od chwili jego instalacji.

Nie masz w tej chwili żadnego spamu w poczekalni. To musi być twój szczęśliwy dzień. :)

Niestety w ciągu ostatniego tygodnia mój Akismet już całkiem zgłupiał i przestał w ogóle pokazywać jakiekolwiek komentarze do odzyskania… Dlatego (mimo iż wcześniej już nie raz zdarzyło mi się odzyskiwać komentarze ze “spamu”) – tym razem nie widziałam komentarzy TN, którego przepraszam…
Niestety – mimo przeczucia, że coś się złapało – nie znajdowałam nic… – Dopiero wczoraj, kiedy Akismet złapał wiele innych “rzekomo spamowych” komentarzy – pojawiły się również Twoje komantarze – w tym jeden spzed kilku dni!

Teoretycznie ten cały filtr antyspamowy powinien się uczyć, co jest spamem, a co nim nie jest – jak na razie mam wrażenie, że działa na złość! – Wczoraj złapał również komentarze Babci… :/

- Z tego tytułu mam do was wszystkich prośbę… – Ponieważ, jak na razie, nie mam niestety (mimo wszelkich prób) możliwości własnego konfigurowania tego całego Akismet – jeśli zdarzy wam się, że mimo iż napisaliście komentarz – nie wyświetlił się on na stronie… – Nie panikujcie! Nie ma sensu pisanie kolejnego kometrza, bo prawdopodobnie nic się nie zmieni… //osobiście podejrzewam, że klasyfikacja spamów wiąże się bezpośrednio z domeną, na której jest adres e-mail…
W takiej sytuacji należy poczekać, aż ja się pojawię na blogu i odznaczę ów komentarz jako nie spam… Jeśli macie obawy, czy uda mi się go zanleźć i odzyskać – możecie wysłać SMS-a na mój polski numer, że taka sytuacja zaistniała – wtedy będę wiedziała, że mam usilnie poszukiwać nowego “spamu”…

Od razu zaznaczę, że ponieważ mamy już WIELKI TYDZIEŃ, to łatwo się chyba domyślić, iż uczelnia nie będzie otwarta w nieskończoność, a ponieważ mój komputer jest niesprawny, więc od środy popołudniu… nie będę miała możliwości “ratowania komentarzy”, ale nie należy się tym wybitnie przejmować…
- Po świętach wszystkie zostaną odzyskane ;-)

jadę na święta do Lublina!

kwiecień 2007, 1 (niedziela)

jestem…

marzec 2007, 28 (środa)

…z siebie dumna, ale i okrutnie zmęczona…

Z uczeniem dzieci idzie mi całkiem nieźle (ma się w końcu to doświadczenie życiowe zdobyte na rodzeństwie :P ), ale dziś lekcje zmęczyły mnie ogromnie, a potem…. przesiedziałam ćwierć dnia robiąc nową galerię.

To są zdjęcia “dość stare” – z KOLI, ale zawsze to jakieś foto ;-)

- Niestety zawaliłam nieco sprawę i nie będzie w najbliższej przyszłości zdjęć z Savonlinna, bo… nieopatrznie zostawiłam kabelek od aparatu w Joensuu – ale cóż…. – bywa :]

Pozdrawiam wszystkich tęskniących i tęsknię sama za wami….
- JA :D

na wariackich papierach :D

marzec 2007, 25 (niedziela)

…czyli o tym jak polska studentka matematyki, uczyła rosyjskie dzieci angielskiego na obozie językowym w Finlandii :D

Tak, tak, tak… – opublikowałam mój plan zajęć i zwiałam z uczelni na tydzień :P

eale co się stało i jak?! – zacznijmy od początku….

Wczoraj, gdy odmawiałam wieczorem nieszpory nagle zadzwonił mój fiński telefon… Patrzę i co widzę? – Dzwoni Agnieszka (pamietacie jeszcze Agnieszkę i Christera, u których nocowałam w Helsinkach?)…. – no ciekawe co się stało… – Odebrałam i słyszę:

- Słuchaj! Czy nie byłabyś zainteresowana zarobieniem trochę pieniędzy?
- Czemu nie – a w jaki sposób?
- No bo właśnie zadzwoniła do mnie taka rosjanka Lena, która organizuje w Finlandii obozy językowe dla rosyjskich dzieci, że jutro zaczynają taki tygodniowy obóz i właśnie jeden nauczyciel im odwołał swoj udział i poszukują zastępstwa…
- ?!
- Ja kiedyś uczyłam na takim obozie, ale ja nie mogę w tym tygodniu i jak sie zaczęłam zastanawiać nad tym, czy nie moge kogoś znaleźć, to pomyślałam, że Ty jesteś na miejscu, znasz angielski dość dobrze, więc…
- No ja nie wiem… w sumie czmu nie ale…
- Słuchaj – nie musisz się przejmować – to nie jest żaden wielki kurs… – To jak? Mogę jej wysłać Twój numer telefonu? – Ona świetnie zna angielski, to się dogadacie, a i Tobie jakieś 100 € wpadnie do kieszeni, no i zobaczysz za darmo całkiem ładne miejsce w Finlandii, bo to wszystko się odbywa w Savonlinna i będziesz miała zapewnione jedzenie, nocleg, podróż…
- No ok – to ja czekam na telefon.

I tak to się zaczęło… Skończyłam odmawiać nieszpory i zadzwoniła Lena. Okazało się, że chodzi o dzieci w wieku 6 – 16 lat, na różnym poziemie jeśli chodzi o angielski – jutro zajęcia zaczną się od testu kwalifikującego poziom. Cała impreza jest firmowana przez Nordic School, a ja osobiście nie muszę mieć żadnych papierów i dostanę po prostu do ręki (“we usually pay less, but because it’s sauch emergency situation you will get 200 €“) pieniądze, ponadto zwrócą mi koszt przejazdu, no i mam zapewnione darmowe żywienie przez cały tydzień… :D

- To tak w skrócie… A teraz siedzę w internecie i “poszukuję inspiracji na najbliższą lekcję” – która odbędzie się jutro. Oprócz mnie nauczycielami jest dwóch chłopaków (tacy najwyraźniej świeżo po studiach) – jeden z Londynu, a drugi z… Pensylwanii (“in USA“). Ogólnie chodzi o to, żeby dzieci miały radochę przy uczeniu się angielskiego, ale żeby też nie powiedziały, że się tylko obijają – więc jakoś sobie powinnam dać radę. Mam nadzieję, że dostanę najniższą poziomowo grupę :P i jeśli… nie będzie mnie potem ścigałażadna rosyjska mafia… to najprawdopodobniej zaczynam jeden z ciekawszych tygodzni w Finlandii! :D
//z tą mafią, to ja nie wiem jak będzie – w końcu to są bogate dzieci z Moskwy i Sankt Petersburga, więc… muszą mieć jakichś rodziców :P

________
No i jeszcze jedno… Perwszy raz w życiu tak naprawdę zakochałam się w krajobrazie – tu jest po prostu przepięknie – pagórki, lasy i niekończące się jeziora… – Kiedy pociąg dojechał do miasta Savonlinna…. zakochałam się w krajobrazie, ale o tym…. – następnym razem – może nawet ze zdjęciami?

klika słów o zajątkach…

marzec 2007, 23 (piątek)

albo kilka sów o zajączkach… :P

No tak – mamy kalendarzową wiosnę już w pełni… :P Jeśli chodzi o 21 III w Finlandii, to nie zauważyłam żadnego szczególnego obchodzenia tego dnia… no i nie było wagarowania :P
//- Dla odreagowania ja musiałam sobie zrobić wczoraj dzień laby i cały dzień przeleżałam w łóżku ;]

Cóż… Nie wiem, czy to już gdzieś pisałam, czy nie ale od 13 III zaczął mi się nowy przedmiot – Topologia – i to teoretycznie taka jakby Topologia II, bo Wstęp do topologii (oni mają tutaj właśnie takie dwa odrębne kursy) skończył się w pierwszym tygodniu marca (a ja na niego nie chodziłam, bo przecież taką Topologię już miałam). :) Z tą topologią, to jest tak śmiesznie, że są trzy razy w tygodniu wykłady i żadnych ćwiczeń… tylko czasem w tarakcie wykładu profesor stwierdza: no to tu mają państwo zadania do rozwiązania – takie dla chętnych, a teraz jes 10 minut na opracowanie zadania x i będziemy zaraz przedstawiać roziązanie… – Czyli takie ćwiczenia w środku wykładu. Jak na razie jest powtórzenie takich rzeczy jak teoria zbiorów, relacje,… – żebyśmy się czuli w tym swobodnie… Każdy wykład jest umieszczony (w dodatku zwykle w bardziej szczegółowej wercji, tyle, że bez rozwiązań do ćwiczeń) w internecie na stronie kursu (bo trzeba wiedzieć, że tu każdy oficjalny kurs ma swoją stronę www). Na tej stronie są też zestawy ćwiczeń obowiązkowych do zaliczenia kursu, bo profesor Ilpo Laine, który prowadzi kurs powiedział, że nie będzie robił normalnego egzaminu, tylko takie właśnie zestawy zadań do rozwiązania będą zastępowały egzamin.
W związku z powyższym publikuję mój aktualny plan zajęć ;-)

Poniedziałek
wolne

Wtorek
12-14 Równania różniczkowe zwyczjne wykład
14-16 Topologia wykład

Środa
8-10 Topologia wykład
10-12 Równania różniczkowe zwyczjne wykład

Czwartek
8-10 Topologia wykład

Piątek
8-10 Równania różniczkowe zwyczjne ćwiczenia

- Tak – tyle zajęć mam na uczelni, ponadto mam do przerobienia z książką (i ewentualnymi konsultacjami) Metody optymalizacji, Teorię liczb i Analizę zespoloną II – co sukcesywnie przetwarzam. Oprócz tego zdałam już Topics in geometry z czego dostałam 4, co po przeliczeniu na nasze zgodnie z poniższą tabelką daje 4,5…

         Oceny
  fińska    polska
      5     -     5
      4     -    4,5
      3     -     4
      2     -    3,5
      1     -     3
      0     -     2      = po prostu failed

No cóż… zajączek (jak to mawiają niektórzy) się zbliża coraz większymi susami, a… dla wszystkich zapominalskich, lub nieuważnychn sów nie tylko nocnych małe info:

W najbliższy weekend – w nocy z 24. na 25. III następuje zmiana czasu (dla zainteresowanych przesuwamy godzinę “do przodu”, czyli o godzinie 2 przestawiamy zegarki na 3…)

No iteraz tak: MY – bo w Finlandii też jest zmiana czasu, tak więc…. przez jedną krótką godzine będą miała nad wami nie tylko jedną ale nawet dwie godziny przewagi :P //w sensie pochodzenia z przyszłości ;-)

- Pozdrwaiam i do przeczytania w nowej strefie czasowej ;-)

To był dopiero weekend! ;D

marzec 2007, 19 (poniedziałek)

W sumie to chyba powinnam coś napisać, ale tak się rozmarzyłam weekendem, że znowu mi się nie chce :P

A cóż takie było z weekendem? Ach! :D
Otóż spędziłam oststnich kilka dni z Lucyną (chyba nie muszę już pisać kim jest Lucyna – dla zapominalskich i nieuważnych – moją Mamą zgodnie z założeniami Finnish Friend Programme).

Zaczęło się od tego, iż umówiłyśmy się na piątek na 16, że Lucynka po mnie przyjedzie na Hukahaute :-) (Hukahauta – to takie jakby osiedle/dzielnica w Joensuu – na której mieszkam) i umówione byłyśmy na kawałek ciepłej obiadokolacji oraz być może nocleg, więc o 16 (wraz z moim tygrysem) wsiadłam do Lucynki samochodu i pojechałyśmy do Lehmo (to taka miejscowość w zasadzie tuż pod Joensuu), gdzie mieszkają z Petrim (czyli jej bardzo sympatycznym mężem – finem). Gdy dojechałyśmy – ja poszłam do sauny, a Lucyna zabrała się za szykowanie jedzenia. Wszystko się bardzo ładnie zgrało w czasie, bo akurat ja zdążyłam wyjść z sauny, kiedy przyjechała Grażynka (Grażynka ze Sławkiem są skrzypkami i mieszkają w Finlandii już prawie 20 lat) i można było podawać łososia w sosie pietruszkowym (czy jakoś tak – grunt, że łosoś). Na deser Grażynka przywiozła upieczone przez siebie ciasto i wspólnie we trzy miałyśmy babski wieczór. :P :D
Tak koło północy Lucyna odwiozła Grażynkę do domu, a ja zostałam na noc. Rano wstałyśmy, trochę jeszcze sobie pogadałyśmy i Lucyna pojechała na francuski, a mnie z tygrysem odwiozła na Hukahaute.
Ja ledwie się rozpakowałam jak przyszedł Stefan pożyczyć Home PNA, bo “skoro Twój komputer nie działa, to może mogłabyś mi pozyczyć, bo my mamy teraz wi-fi i ja sprzedałem swoje HPNA, ale kumplowi który zorganizował to wi-fi popsuło się urządzenie odbierające i nie mamy w ogóle sieci…” – spoko – nie ma sprawy.
Następnie nastawiłam pranie i zadzwoniła do mnie Lucyna, że w sumie, to ona wstępnie się umawiała z taką jedną koleżanką na mecz dziś wieczorem, ale ta jej koleżanka nie ma z kim zostawić dziecka, więc może mam ochotę pójść na mecz koszykówki? – No jasne! – Czemu nie! :D – To będę u Ciebie o 16:30, bo mecz się zaczyna o 17, a potem pojedziemy do mnie coś zjeść i możesz spokojnie znowu u mnie przenocować…
No i tak też się prawie stało, tylko… no właśnie – ku wielkiemu zaskoczeniu Lucyny okazało się, że mecz jest przeniesiony na poniedziałek… Więc pojechałyśmy spod hali sportowej do domu i sobie gadusiałyśmy, a potem zjadłyśmy tym razem przyrządzonego – nieco na spsób chiński – kurczaka i obejrzałyśmy pożyczone od Grażynki Tu es Petrus Rubika. //szkoda, że dźwięk cyfrowy jest jednak zawsze płaski…
No i tak się zeszło do północka, więc trzeba było spać. Rano za to… posłuchałyśmy mszy radiowej z kościoła Św. Krzyża w Warszawie. :D Potem pojechałyśmy na Utrę (to taka wyspa w zasadzie prawie w Joensuu) na spacer, następnie do kawiarni na ciacho, no i trzeba było wracać do siebie…
- Ja na Hukahaute, a Lucynka do Petriego, który właśnie wrócił ze służbowego wyjazdu.

Najfajniejsze jest to, że Lucynka pożyczyła mi płyty CD i discmena, bo… ja ze względu na laptopa – nie brałam płyt i odtwarzacza – wszystkie moje płyty zripowałam na dysk – żeby słuchać, no i… odkąd siadł mi laptop – nie miałam okazji słuchać muzyki i troszkę mi tego brakowało… – W ogóle, to ja Lucynce bardzo wiele rzeczy zawdzięczam – pomaga mi na każdym kroku, już nie mówiąc o tym, że niocenionym jest spędzenie razem weekendu!

No a teraz kończę, bo jesteśmy dziś umówione na ten mecz!
//Swoją drogą tutejsza drużyna koszykarska – Kataja – w zeszłym roku była wicemistrzem Finlandii :D

No to na dziś tyle :D

//jak widać nauczyłam ten komputer polskich znaczków :P

A – i jeszcze jedno…

Lucynka prosiła o modlitwę… – więc i ja was proszę o modlitwę w jej intencji…

- No to do następnego posta! – paps :)

Fire of the fox

marzec 2007, 15 (czwartek)

Skoro nie mam komputera, to nie bede czekac z pisaniem o Laponii az bede mogla umiescic zdjecia, bo wtedy calosc sie zaktualizuje :P

Zacznijmy od tego, ze (pomijajac fakt popsutego autobusu) bylo swietnie! ;D
Mieszkalismy w czyms co podobno bylo stara szkola (choc ja wcale nie wiem z ktorej strony, ale niech i tak bedzie), a sauna (ktora musi obowiazkowo byc w kazdym finskim domu, albo przynajmniej dostep do sauny) byla w specjalnej chatce – jakies 20 metrow dalej. Pierwszy raz bylam w saunie w ktorej nie bylo bierzacej wody i ktora nie byla elektryczna, tylko miala klasyczny piec na drewno! Zupelnie inne i… duzo lepsze doswiadczenie niz wszystkie “miejskie” sauny (miejskie w sensie w miescie, a nie publiczne)… :D – Hmm… Jesli mialabym kiedys mieszkac w Finlandii, to chcialabym miec wlasnie taka “drewniana” saune!

Nasza szkola miescila sie podobno 8 km ol Levi i ogolnie czas spaedzalismy w Levi i jego okolicach. Bylismy na “rendier farm” (czy jakos tak – chodzi o hodowle reniferow – nie wiem jak sie pisze, wiem jak sie mowi :P ), moglismy doswiadczyc sportow zimowych, wjechac (podobno mozna tez wejsc na piechote, ale ja wjezdzalam kolejka gondolowa) na gorke “w Levi”, zwiedzilismy Snow Willage i bylismy u Mikolaja (tego takiego, wiecie jakiego).

Snow Willage jest to w zasadzie hotel-igloo w ktorym kazda “komnata” ma inne oramenty rzezbione na scianach, jest tez oficjalna sala restauracyjna i… bar na srodku ktorego stoi chyba 3 metrowa butelka Finlandii!! (jak tylko bede miala okazje to wrzuce zdjecie ;-) //oczywiscie butelka zrobiona z lodu)

Coz… Rafal mnie nieco ubiegl jesli chodzi o zorze polarna, ale… ja napisze cos czego Rafal prawdopodobnie nie mial okazji uslyszec, a co jest swoista finska bajka/legenda/ciekawostka i… do czego odnosi sie tytul tego posta :D
Otoz po finsku zorza polarna (ang. Nothern Lights, lac. Aurora Borealis) to Revontulet (i tu pierwsza ciekawostka wlasc. revontulet jest liczba mnoga! – liczba pojedyncza, to Revontuli i… nie spotkalam sie zeby ktos tak naprawde mowil o pojedynczej zorzy, choc na podstawie tego co sama widzialam, to rzeczywiscie mozna rozrooznic liczbe pojedyncza i mnoga :P )
zas revon po finsku znaczy lis, tuli to ogien czyli Revontulet (jak to tlumacza rowniez finowie) znaczy (fin. -> ang.) Fires of the fox, w skrocie FireFox :P

Zapytacie pewnie dlaczego (a jak nie zapytacie – to i tak powiem :P )… Otoz starzy (starozytni :P ) finowie opowiadali, dzieciom na pytanie co to jest tam na niebie: lis wybiegal z lasu… i jak on tak szybko biega – jakby las sie palil, a to tylko platki sniegu wzbijaja sie w niebo poruszane jego ognista kita, a swiatlo sie od nich odbija i to jest to, co widac. – Takie ognie na niebie wywolane przez biegajacego lisa.

No coz… – na razie tyle :-)

- Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytajacych, rowniez tych ktorzy nie maja odwagi pisac komentarzy, bo nie chca podawac maila (wiem, ze to troche wredne, ale :P – w tym miejscu szczere i bynajmniej nie wredne pozdrowienia przesylam ozonowi), a tym ktorzy komentuja… – dziekuje bardzo, przynajmniej od czasu do czasu i ja moge cos poczytac ;-)

marzec 2007, 14 (środa)

w sumie to nawet nie wiem co napisac :/
Laptop nie dziala, zplacilam 33 € zeby sie dowiedziec, ze to cos z plyta glowna, a oni tego nie robia – zwlaszcza w tak starych laptopach i ze jak mi bardzo zalezy, to w sumie take rzeczy sie robi (tylko BARDZO RZADKO) i kosztuje to tak 600~800 € (czyli tyle co nowy laptop ;]) wiec… ogolnie wszystkiego mi sie odechciewa… :/

W dodatku tutejsza biblioteka uniwersytecka mnie nie lubi, ale to juz inna historia…
//- w sumie od poczatku studiow bylam na bakier z bibliotekami – do tego stopnia, ze w naszej wydzialowej bibliotece jeszcze nawet nie mam zalozonego konta, a w bibliotece glownej – w tym roku nie odnowilam konta juz nie mowiac o tym, ze nie wiem gdzie jest moja karta biblioteczna, bo komus pozyczylam i nawet nie pamietam komu :] – Tak sie sklada, ze jeszcze ani razu nie wypozyczylam w czasie studiow ksiazki dla siebie – wszystkie ksiazki jakie przewinely sie przez moje konto biblioteczne – byly ksiazkami potrzebnymi komus: to siostrze, to bratu, to kolezance z roku, to kolezance z KUL-u, itd…

Z tutejszym wydzialem i w ogole z budynkami uniwersyteckimi to jest tak, ze wszystkie jest zamykane i otwierane automatycznie, a w godzinach zamnkniecia automatycznie sa tez gaszone wszystkie swiatla i nie ma nawet portiera. A co jak ktos utknie w budynku po zamknieciu? Jak jest to pracownik, to najprawdopodobniej ma klucz do “tylnych” drzwi, ktore z zalozenia sa caly czas zamkniete i mozna je otworzyc tylko wlasnie takim specjalnym kluczem, lub karta (magnetyczna?), a jak jest to ktos kto nie ma klucza do tylnych drzwi… to albo zostanie na zawsze ( :P ) albo… sa tu takie smieszne czerwone sluchawki, ktore jak sie podniesie, to lacza ze specjalnym jakims centrum uniwersyteckim no i podobno udzielaja jakos pomocy – nie wiem jak – jeszcze nie utknelam ;-) (a nawet gdybym utknela, to biarac pod uwage, ze i tak nie mam laptopa – nie mialabym chyba nic przeciwko spedzeniu nocy na wydziale :P )

Metria (bo tak sie nazywa moj budynek) jest otwarta od poniedzialku do czwartku w godzinach 7:15 – 18:15 i w piatki od 7:15 do 17:15. – W weekendy jest zamknieta!

Co do wiosny – to ja w sumie nie wiem, czy plakac, czy sie cieszyc – no bo ja chcialam zimy i… nie bardzo mi sie udalo nia nacieszyc :P . Teraz dookola lezy brudny – czarny snieg (na szczescie systematycznie go wywoza z kolejnych miejsc) a coraz bardziej suche chodniki sa po prostu pelne pozostalych po zimie kamyczkow (tego jeszcze nie zauwazylam zeby zbierali – a powinni – w odroznieniu od piasku jest to w koncu “zjawisko” wielokrotnego uzytku :D ). Jedynym plusem wiosny jest to, ze czasem mozna trafic na “ocean” i sobie z pelnym impetem przejechac po nim na rowerze! ;D

Chwilowo mi sie kompletnie nic nie chce i ogolnie to planowalam w trzech, albo czterech oddzielnych postach (kazdy temat osobno) napisac to, co powyzej (troszke inaczej rozwiniete), ale… sie mi sie nie chce sie mi sie :/
//tak – a misie to sa w lesie – wiem